Chcesz zostać programistą? Jesteś programistą? Oto dlaczego konkurs DSP to najlepsze co możesz dla siebie zrobić

Na początek chciałbym zaznaczyć, że absolutnie zgadzam się z tezą postawioną w tytule. W mojej ocenie, na jakimkolwiek etapie jesteś – zrób to, wystartuj. Po trzech miesiącach na pewno nie uznasz tego czasu za stracony. A może nawet, za najbardziej produktywny w całym roku? Nie jesteś pewien? To spróbujmy Cię przekonać.

tl;dr Konkurs DSP to najlepsze co możesz zrobić dla swojej kariery.

Czym jest konkurs DSP?

Pisałem o nim już niejednokrotnie, chociażby tutaj, zbierając opinie od zeszłorocznych zwycięzców. W skrócie, przez 10 tygodni rozwijasz projekt wrzucając kod na Github. Jaki to ma być projekt? Absolutnie bez znaczenia czy to scratch, czy logo, czy machine learning, albo sieci neuronowe, czy gierka w C#, albo javowy backend. Ważne żeby robić to regularnie i pisać o tym na blogu. Dwa posty tygodniowo, minimum jeden o projekcie, a drugi o ogólnie pojętym IT. Pełna nazwa konkursu to „Daj się poznać”. Pełny regulamin znajduje się tutaj, z kolei tutaj można się zarejestrować.

konkurs dsp to najlepsze

Ale ja nie umiem jeszcze programować..

Szczerze mówiąc, to jest to idealna sytuacja. Pamiętam, jak sam uczyłem się programowania, chciałem zmienić miejsce zamieszkania, profesję, wszystko. I cały czas odkładałem na później składanie CV i rozmowy kwalifikacyjne. I tak to trwało.. Rok.. Drugi.. Nawet trzeci. Kiedyś opiszę całą tą historię. Uczyłem się z książek, pisałem kod, którego nikt nie widział, mój github był puściutki, nie było absolutnie nic czym mógł bym się pochwalić. To jeden z największych błędów które popełniłem na tej ścieżce. Nie rób tego. Uczysz się programować, to dziel się tym. Teraz jest idealny czas, właśnie ten konkurs, lepszej szansy nie będzie, zwłaszcza, że Maciek zapowiada, że nie wie kiedy zrobi następną edycję. A ogrom feedbacku jaki można dostać na temat bloga, oraz na temat kodziku, jeśli tylko trochę się postaramy (najszybsza ścieżka, to wrzucenie posta na slacka Devs_pl do kanału blogreview, a więcej tipów o tutaj) naprawdę powala. Tak szybko i tak dużo jak w trakcie tych trzech miesięcy na pewno samemu się nie nauczy. Bo żeby o czymś napisać, trzeba mieć o czym, czyli trzeba coś zrobić, a dodatkowo, dokładnie zrozumieć co się robi. U mnie skończyło się to nawet prelekcją na jeden z tematów, który poruszyłem rozwijając aplikację w tamtej edycji. Konkurs się kończy i co się dzieje? Do pustego, juniorskiego (moje takie było) cv wskakuje projekt który rozwijałeś, nie ważne czy został skończony. Idealnie obrazuje czego się uczyłeś i że chcesz się uczyć. A to już dużo, żeby się wyróżnić, jeśli szukasz pracy jako młodszy programista.

Jestem juniorem, co mi to da..

Też byłem juniorem, kiedy startowałem w zeszłorocznej edycji. Czytasz tego bloga, więc coś mi to zdecydowanie dało. Po za tym masę kontaktów w branży, a jak wiadomo, wszystko najlepiej załatwia się przez znajomości, podrzucenie CV do firmy, przez kogoś kto tam pracuje i ustna rekomendacja – „Hej, on jest dobry”, da więcej, niż wysłanie maila samemu. Zwłaszcza, że Ty również w ten sposób możesz znaleźć fajnego kolegę/koleżankę do zespołu. Dodatkowo zyskałem „otrzaskanie się” z różnymi technologiami. Bo podglądałem kilka blogów, nie tylko dotyczących Javy. Fajnie jest oderwać się od tego i spojrzeć szerzej, zobaczyć, że inne języki, to również inne ciekawe rozwiązania, a także problemy. Na początku tak jest (przynajmniej w moim przypadku), że uczepiłem się jakiejś konkretnej technologii i starałem się ją poznać na 100% (w tym przypadku Javy). Ale najlepsze spojrzenie daje Ci rozejrzenie się również w koło, zobaczenie, że jest sporo innych możliwości i spojrzenie na swój język z tej perspektywy. Wtedy zaczynają kiełkować myśli, że może Java akurat nie jest najlepszy rozwiązaniem danego problemu. I zaczyna się lepiej rozumieć programowanie.

Jestem już profesjonalnym programistą, co zyskam..

Korzystam z programu Evernote, mam tam taki folder jak Projects. Głębiej znajduje się kolejny: Ideas. Też masz taki, albo podobny? Co tam mamy? Trochę internetu rzeczy? Może Xamarin? Albo wydany ostatnio w wersji 1.0 TensorFlow? I jak często tam zaglądasz? Ale nie, żeby wpisać coś nowego, fajnego, o czym właśnie przeczytałeś.. Ale po to, żeby wyjąć stamtąd coś fajnego? W sumie ten folder powinien mieć uprawnienia write-only (da bum tsss). Noo właśnie. Wiesz do czego zmierzam, Konkurs DSP to najlepsze co możesz zrobić dla tych projektów. Wybierz jeden, taki który najbardziej Cię interesuje. I do dzieła. Wiem, że ciężko będzie znaleźć czas. Ale warto.

Dalej się waham..

Cóż, nie wypisałem wszystkich możliwości, jakie daje udział w tym konkursie. Głównie dlatego, że sam jeszcze nie wiem, czym dla mnie skończy się on w tym roku. Bo nagrody, chociaż fajne, to tylko wisienka, na wspaniałym torcie możliwości, które mogą się otworzyć. Oczywiście rozumiem, można nie móc wystartować z jakichś powodów. Ale powtarzam ponownie, moim zdaniem konkurs DSP to najlepsze co można zrobić. Jak mówi popularny obrazek motywacyjny, najlepszy czas, żeby zacząć był wczoraj, teraz jest drugi najlepszy czas.

konkurs dsp to najlepsze

Popularny obrazek motywacyjny

Przestałem wierzyć w obrazki motywacyjne, nie mniej mam nadzieję, że udało mi się przekonać, że ten konkurs to naprawdę świetna szansa, żeby dać porządnego kopa swojej karierze. Ja osobiście do tej pory odczuwam pozytywne skutki udziału w nim, takie jak chociażby zdecydowanie większy ruch na blogu, czy pojawiające się coraz to nowe możliwości rozwoju w wielu różnych kierunkach (pisałem o tym w posumowaniu roku). Nie przedłużając, mam nadzieję, że trochę porywalizujemy w tym roku, i jak już pisałem: Mogę liczyć, że staniesz w szranki w tym pojedynku, gdzie jedyny możliwy rezultat to win-win? 🙂

Pozdrawiam!

Month review #1_2017 – dlaczego rodzice narzekają, wowschool, dsp, javadevmatt

Minął styczeń roku 2017. Jak tam postanowienia noworoczne? Dalej walczymy, pierwsze sukcesy za nami, czy już całkiem wyleciały z głowy? 😉 U mnie – nauka zupełnie nowych rzeczy i trochę inne spojrzenie. Córka potrafi poukładać życie tak jak ona chce. 😉 A ma dopiero kilka tygodni. Lwią część mojego czasu zajął też projekt komercyjny, które realizuję dodatkowo. Po za tym tak jak pisałem poprzednio, zacząłem korzystać z planów miesięcznych i faktycznie mi się to sprawdza. Fajnie mieć tak ściśle powyznaczane cele i widzieć to co masz do zrobienia dzisiaj, w ciągu tygodnia i w ciągu miesiąca.

Natknąłem się ostatnio w sieci na taki cytat:

Chciałem się do niego odnieść. Z moich dotychczasowych (miesięcznych) doświadczeń wynika, że fakt, dziecko ma umiejętność skupiania na sobie uwagi, ale rodzice czasem po prostu ulegają temu zbyt mocno 🙂 Innymi słowy – zajmuje się córką, nie tylko wtedy kiedy ona absolutnie tego wymaga, ale również wtedy, kiedy sam tego chcę. Co niejednokrotnie wpływa na to, że nie mam czasu na inne rzeczy. Ponieważ – mówiąc jeszcze prościej – wolę zajmować się córką. Pomimo tego, że dogadałem się z żoną, która przejęła na siebie dodatkowe obowiązki, bo wie, że ja mam dodatkowe projekty, bloga, etc.. I to jest dla mnie największe zaskoczenie po pierwszym miesiącu. Nie mogę powiedzieć, że córa w ogóle nie jest absorbująca, bo Kinga też czasem bywa zmęczona i wtedy przejmuję na siebie obowiązki, ale przez pozostały okres czasu, muszę powiedzieć, że jest to w pewnym sensie decyzja, czy spełniasz czas z córą czy robisz inne rzeczy. Skomplikowane 🙂

Dodatkowo w tym miesiącu udało mi się ukończyć kursy programowania które prowadziłem w ramach WowSchool. Finał polegał na tym, że dzieciaki spośród wszystkich projektów które wspólnie robiły wybierały najlepsze. Każdy wychodził na środek i opowiadał co takiego udało mu się zrobić, opowiadał o kodzie, produkcie, o tym co było trudne. Chciałem bardzo pogratulować wszystkim tym, którzy brali w nich udział, to była świetna przygoda i mam nadzieję – udało mi się sprawić, żeby dzieciaki złapały bakcyla do programowania.

W następnym semestrze również będziemy się spotykać 😉 Już nie mogę się doczekać.

Po za tym zmieniła się trochę strona michalgellert.pl, została dodana obsługa HTTPS, za którą serdecznie dziękuję Mirkowi z netbomb.pl i przy okazji bardzo polecam wszelkie usługi. Dodatkowo zostały dodane informacje o cookies (stopka), oraz polityka prywatności.

Noo i rozpoczęła się rejestracja do konkursu „Daj się poznać” edycja 2017. O tym już zresztą w tym miesiącu pisałem. Ja startuję, zyskałem bardzo dużo uczestnicząc w nim w tamtym roku, już nie mogę się doczekać.

Rywalizacja zapowiada się ciekawie, zwłaszcza, że jest już zgłoszonych ponad 200 śmiałków 🙂

Ostatnią rzeczą o której chciałem wspomnieć jest start przedsprzedaży papierowego wydania książki junior developer. Czytałem wersję beta i z czystym sumieniem mogę polecić każdemu, kto uczy się programować. Bardzo dużo ciekawej treści i konkretnych porad, które mówią o tym jak poruszać się w świecie IT. Autorem jest javadevmatt – Mateusz Kupilas znany między innymi z YouTube, oraz bloga.

Ja już kupiłem. 🙂

To by było na tyle, jeśli chodzi o styczeń, luty upłynie mi na pewno pod znakiem przygotowań do dsp, oraz dodatkowego projektu który ma deadline na koniec miesiąca. A od marca start zmagań w konkursie „Daj się poznać”. Będzie dużo ciekawej treści i nowy projekt. Stay tuned!

Pozdrawiam!

Poradnik dsp2017 – czyli jak dać się poznać

Jak zapewne wszyscy wiedzą, rozpoczęła się rejestracja do kolejnej edycji konkursu „Daj się poznać”. A jeśli nie wiedzą, to trzeba jak najszybciej nadrobić i koniecznie również się zarejestrować. Jeśli nie wiadomo o co chodzi to zapraszam na stronę devstyle, a potem z powrotem do artykułu. W związku z tym wydarzeniem postanowiłem spisać mały „poradnik dsp2017” jak poradzić sobie w tym konkursie. Żeby nie być gołosłownym uderzyłem do zwycięzców poprzedniej edycji z prośbą o rady, co według nich było najważniejsze, co doprowadziło ich tak wysoko. Ciekawi? Zapraszam do lektury 🙂

poradnik dsp2017

Zacznijmy może od Piotra Gankiewicza, piszącego tutaj, który zajął w tamtym roku 1 miejsce:

Z mojego punktu widzenia najważniejsze było to, aby pierwsze tygodnie pracy nad projektem poświęcić na dokładne przemyślenie jego architektury. Pozwoliło to na bezproblemowe wdrażanie kolejnych funkcjonalności, które oparte były na wspólnym „rdzeniu” – można by stwierdzić, że kolejne rozszerzenia były produkowane z wykorzystaniem wzorca copiego-pasta. Od strony blogowania zdecydowanie najtrudniejsze, a zarazem najbardziej czasochłonne są pierwsze wpisy, jednakże nie należy się tym w żaden sposób zniechęcać. Osobiście nierzadko spędziłem ponad 2-3 godziny nad pojedynczą notką, aby kilka tygodni później dodawać kolejne artykuły tworzone w ciągu 30-60 minut – sami zobaczycie jak wraz z upływem czasu odnajdziecie swój mityczny „flow”.

Przyznam szczerze, że startując w poprzedniej edycji nie do końca wszystko było przemyślane, nie mówiąc już o architekturze. A co do pisania postów – zgadzam się w 100%, najtrudniej jest zacząć, po pisaniu przez kilka pierwszych tygodni przychodzi nam to o wiele łatwiej i naturalniej. Piotrek podesłał mi też swojego posta dotyczącego tworzenia projektu od idei aż do realizacji, zapraszam!

A oto co odpisała mi Iwona Lalik, znana jako programistka.net:

Praca w pojedynkę jest dużym wyzwaniem. Dlatego też przyda się coś co pozwoli uporządkować pracę. Polecam spisanie sobie, co nasza aplikacja ma robić i podzielenie tego na mniejsze zadania. Ja do tego celu wykorzystałam Trello. Z kolei wpisy gromadziłam w skoroszycie OneNote i zwykle pisałam je iteracyjnie zaczynając od małego szkicu. Później wracałam czasem parę razy i dopracowywałam. Nawet jeśli w tygodniu nie starcza czasu, by spełnić warunki konkursu i napisać dwa posty, weekend jest równie dobry by nadrobić straty w pisaniu i kodowaniu. Może się zdarzyć, że będzie to troszkę kosztem naszych innych zainteresowań, ale satysfakcja z przetrwania trzech miesięcy jest tego warta. Najważniejsze, żeby praca nad projektem przynosiła radość, więc każdy pomysł realizowany w ramach konkursu jest dobry.

Pojawia się tutaj kolejny akcent, który jest na pewno bardzo istotny, oprócz architektury warto również zaplanować sobie to o czym i kiedy będziemy pisać. Innymi słowy chociaż zgrubny plan tematów i tego, dokąd chcemy dojść, nawet jeśli finalnie się zmieni (bo projekt piszemy w technologii której nie znamy, na przykład), może bardzo pomóc. Podobnie jeśli chodzi o samo pisanie postów, ja również robię w ten sposób. Najpierw mam pomysł, który zapisuję jednym, dwoma zdaniami, potem tworzę plan postu, potem piszę nie zwracając uwagi na to, czy zdania naturalnie z siebie wynikają, a najczęściej tak nie jest, bo to tylko bieżący wyrzut myśli. Potem dopasowuję zdania, dopisuję wstęp i zakończenie, finalnie wszystko poprawiam, odstawiam na jeden dzień. Następnego dnia czytam, ewentualnie poprawiam przed publikacją i publikuję. A dokładnie o tym jak to wygląda napiszę niedługo.

O opinię poprosiłem również Justynę Walkowską prowadzącą bloga na miękko:

Jeśli masz pomysł na projekt, ale nie wiesz, czy starczy Ci wiedzy i zapału, ten konkurs jest doskonałą okazją do pozyskania jednego i drugiego. Rywalizacja podtrzymuje morale, a inni uczestnicy są (w większości) przyjaźni i chętnie podzielą się swoją ekspertyzą, np. wskażą technologię lepiej dopasowaną do Twojego celu.
Boisz się, że nie zawsze uda Ci się przygotować aż dwa teksty tygodniowo? Możesz napisać dwa ogólne teksty o swoim projekcie i wybranej technologii i trzymać je w zapasie na czarną godzinę.

To fakt, dzięki temu, że brałem udział w konkursie udało mi się na tyle ogarnąć temat związany z morfingiem w Androidzie, że prelegowałem na ten temat. Pewnie gdyby nie konkurs, nie posiadł bym tej wiedzy. Nie wspominając już o innych uczestnikach, z którymi stworzyliśmy bardzo fajne community. Trzymanie sobie postów na zapas to również świetny pro-tip. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy, a w takiej sytuacji mamy przynajmniej jedno zmartwienie mniej, wiedząc, że w razie czego, klikniemy publikuj na czymś przygotowanym wcześniej.

A oto czym podzieliła się z nami Emilia Szymańska, znana jako Emi:

Myślę, że całkiem ważny może być dobry plan. Lista tematów „na czarną godzinę” – kiedy wypadek losowy sprawi, że nie posuniemy się jakoś znacząco w projekcie. U mnie to były na przykład tematy związane z gitem czy też takie bardziej teoretyczne. Bardzo ważne jest też maksymalne uproszczenie procesu wstawiania posta na bloga, gdyż będzie trzeba to robić bardzo często. To jest coś co muszę u siebie znacznie poprawić – przy obecnym modus operandi wstawienie posta (już po napisaniu samego tekstu) zajmuje mi czasem nawet do 2h, co potrafi być mocno uciążliwe. A poza tym – robić projekt którym jesteśmy zajarani i nie robić nic na siłę. To ma być zabawa, coś co robimy tak naprawdę dla siebie. 🙂

Tutaj mamy podobnie jak u Justyny, czyli przygotowanie sobie postów których użyjemy nie tylko w przypadku sytuacji losowej, ale również wtedy kiedy nie będziemy w stanie ukuć żadnych fajnych rzeczy na bloga, bo po prostu będziemy zmęczeni walką z projektem. Dodatkowo rozszerzył bym radę o uproszczeniu procesu publikacji posta do uproszczenia procesu dzielenia się postem z innymi. Bo to również bardzo ważne, jeśli zrobiłeś dobrą robotę, to podziel się – szkoda posta, którego nikt nie przeczyta.

Bardzo ciekawej odpowiedzi udzielił mi też Dawid Kaliszewski z bloga Commit… and run!:

Ja po prostu pisałem teksty w części dotyczące projektu, który rozwijałem, w części zaś różnych zjawisk i błędów, które spotkałem podczas swojej pracy zawodowej. Mój projekt też nie był jakiś wybitny ani modny jak gry mobilne czy IoT. Na dodatek nie ukończyłem go podczas trwania konkursu (ani nawet do tej pory).
W żaden sposób się nie reklamowałem, nie zachęcałem do głosowania na mnie, nawet nie mam konta na Facebooku ani nigdzie, żeby takie rzeczy robić. Sam byłem bardzo zaskoczony, że cokolwiek wygrałem, nie liczyłem na to. Naprawdę nie wiem jak to się stało.

Cóż, jak mogę się do tego odnieść. Jak dla mnie brzmi to jak wyjątek opisujący regułę, że należy promować swoje treści. Z racji tego, że głosowanie było otwarte Dawid w jakiś sposób musiał uzyskać fanów, którzy na niego zagłosowali. Może wystarczyła do tego sama jakość jego postów? Nie wiem, ciężko mi ocenić, nie mniej gratulacje się należą 😉

Kolejna rada pochodzi od Michała Dymla, blogującego w tym miejscu:

To może o angielskim. Jeśli masz możliwość to bloguj po angielsku. Będziesz miał większy zasięg, co przełoży się na większy ruch, a to bardzo mnie motywowało. Nie bój się tez promować swoich treści. Są na świecie ludzie, którzy chętnie przeczytają Twoje wpisy, ale sami ich nie znajdą – pomóż im.

Nie sposób się z tym nie zgodzić. Za każdym razem kiedy korzystamy z wyszukiwarki wpisujemy frazy po angielsku. Po za tym angielski, to język uznany za ogólnoświatowy, specjaliści it korzystają właśnie z niego – chyba nie muszę tego tłumaczyć. Jeśli chodzi o mnie osobiście, to zmiana języka tego bloga jest w planach, ale jeszcze nie w tym momencie. Muszę poprawić umiejętność pisania po angielsku. No i kolejna rada dotycząca dzielenia się treścią, to naprawdę jest bardzo istotne, gigantycznie zwiększa ruch na blogu, oraz Twoją rozpoznawalność. Stety/niestety takie mamy czasy, że dobry produkt sam się nie sprzeda (chyba, że mamy niebywałe szczęście). Umiejętności marketingowe, dzielenie się treścią, są bardzo ważne, w związku z tym konkurs jest świetną okazją na pozyskanie ich, wyjście z cienia, notabene danie się poznać.

Ostatnią osobą którą poprosiłem o poradę jest Sławomir Rudawski piszący w tym miejscu:

Przede wszystkim, warto wybrać temat (technologię), którą się lubi – nie ma znaczenia, czy dopiero chcesz ją lepiej poznać, czy już ją znasz – dopóki jej nie znienawidzisz, posty będą pisać się same. Co do samych postów – staraj się opisywać rzeczy tak, jakbyś chciał je wytłumaczyć dziecku lub komuś, kto się totalnie nie zna na Twoim temacie – zdobędziesz szersze grono czytelników i ograniczysz grupę „meh, to są jakieś super-kombo-smoki, których nie rozumiem i nie mam czasu zrozumieć”. Z drugiej strony – ciężko ominąć bardziej „mięsne” wstawki – nadal ok! Byle nie przegiąć.
Daj znać innym, że powstał nowy post – zapnij twittera do swojego bloga – możesz to robić manualnie, albo skorzystać z jednego z narzędzi typu https://ifttt.com/, nie zapomnij o hashtagach. Chwal się na slacku Devs PL, wrzucaj bloga na #blogreview. Slack jest też źródłem wiedzy tajemnej – w poprzedniej edycji pojawiła się dyskusja, na temat godziny publikacji posta – odpowiedź: rano. Moje były ustawione na 8:00, by załapać się w „poranny przegląd prasy” potencjalnych czytelników. W gronie uczestników #dajSiePoznac drzemie duża porcja inspiracji i wsparcia w walce z samym sobą o… systematyczność!
Czytaj inne blogi #dajSiePoznac. Nie bój się popełniać błędów, ale też – ucz się na błędach innych. Czytając blogi dostrzegamy rzeczy, których nie widać, gdy je piszemy – brzmi znajomo? Zaplanuj sobie czas na pisanie bloga, zrób z tego „rytuał”, by stał się częścią dnia. Jeżeli Ci dobrze idzie i przez przypadek popełniłeś dzieło długością porówywalne do „Pana Tadeusza” – nie popełniaj błędu Mickiewicza – podziel post na kilka. Kiedy mój post jest za długi? Kiedy myślisz sobie: „a, dodam jeszcze tl;dr; na początku…”.
Użyj mechanizmu automatycznego publikowania postów o zadanym czasie. Przydadzą się, gdy niespodziewane rzeczy zajmą Twój czas na bloga. Nie staraj się też pisać na siłę – ciężko się czyta kolejnego posta z serii „To mój [n] post. Nic się nie dzieje.” – jeżeli będziesz systematycznie pracował nad swoim projektem – zawsze wpadnie coś godne opisania – tu pomocą może być commit log, dlatego warto dbać o jego jakość.

Żeby projekt wciągnął czytelników, musi również wciągnąć nas, to fakt. Pisanie wszystkiego, włącznie z podstawami, to także ciekawa rada i faktycznie, może dobrze wpłynąć na odbiór projektu przez osoby nieznające technologii. Zwłaszcza, że nie ma wymagania, że musimy być super-uber pro programistami. Juniorzy, albo osoby zaczynające naukę mogą otrzymać wiele cennych lekcji dzięki temu konkursowi. I tak jak już pisałem powyżej, dzielenie się pracą jest niezwykle istotne. O ifttt coś nawet nagrałem. Co do kanału #blogreview na slacku devspl, to było to miejsce gdzie bardzo dużo się nauczyłem o pisaniu postów. Ostatnio trochę się to rozmyło, ale kiedyś działało właśnie w ten sposób, że wrzucałeś posta i dostawałeś oceny treści, wyglądu, etc.. To było bardzo dobre, mam nadzieję, że na czas konkursu ten kanał dalej będzie do tego służył. Zwłaszcza, że uczysz się tam nie tylko czytając opinie na temat swojego bloga, ale również wystawiając opinię innym.

poradnik dsp2017

To by było na tyle, jeśli chodzi o zebrane przeze mnie informacje, cóż, nawet nie zostało zbyt wiele co mógłbym dodać od siebie tworząc ten poradnik. Mogę powiedzieć tyle, że gdyby nie zeszłoroczna edycja, nie czytałbyś pewnie tego bloga, bo nie rozwinął by się w ten sposób. Dlatego w tym roku też startuję i jestem pełen ekscytacji na myśl o tym co uda mi się dzięki temu zyskać 😉 Ile poznam nowych świetnych osób, o które wzbogaci się polska blogosfera it. Ile uda się osiągnąć rzeczy, których w tym momencie nawet sobie nie wyobrażam. Już układam plany i nie mogę się doczekać. Więc jak, mogę na Ciebie liczyć, stajesz w szranki w tym pojedynku, gdzie jedyny możliwy rezultat to win-win? 😉

Pozdrawiam!

Month review #12_2016 – a nawet year review

Rozpoczął się nowy rok, więc czas zerknąć wstecz, zobaczyć co osiągnęliśmy w poprzednim. O ile kroków jesteśmy bliżej życiowych celów, co się udało, a co nie, z rzeczy, które sobie zakładaliśmy. O planach na przyszłość. O tym akurat napisałem oddzielnie o tutaj, dlatego w tym poście po prostu zerknijmy wstecz na poprzedni miesiąc, oraz cały rok, bardziej przez pryzmat cyferek.

Jeżeli chodzi o sam grudzień, to nie był to super produktywny miesiąc, dlaczego, o tym w ostatnim akapicie 🙂 Łącznie na pisaniu postów na bloga spędziłem 8h 35m, ale to się powiększa, ponieważ ten post powstaje ostatniego grudnia. Z czego opublikowane już zostały 4 posty, wliczając ten. Dodatkowo w tym miesiącu rozpocząłem kurs motywacyjny, oraz przeczytałem spory fragment książki, ale więcej szczegółów tutaj, co by się nie powtarzać. Po za tym udało mi się wprowadzić w życie korzystanie z aplikacji Payzzer i po kilku dniach użytkowania – szczerze polecam. Bardzo dobrze widać tam, gdzie uciekają nam pieniążki. Przeszedłem też Portal, ale to nie zajęło wcale mnóstwo czasu. Dodatkowo spędziłem 1h 23m bawiąc się Rubym. Wszystkie te dokładne dane pochodzą z aplikacji Toggl, której niestety nie używałem od początku roku, stąd nie mogę powiedzieć, ile co mi zajmowało przez cały rok. Nie dostałem też jeszcze Todoist review (mam tylko z zeszłego roku), który to pokazał by mi ile zadań wykonałem. Ale tym pochwalę się, jak tylko będzie dostępne.

Noo a jak wyglądał cały rok? Mówiąc najkrócej był bardzo dobry 🙂 Jeżeli chodzi o finanse, to nie jestem w stanie zrobić podsumowania jak np. u Maćka, ale udało mi się znacząco powiększyć dochód stały z uop (o około 40%). Pojawiło się też zlecenie dodatkowe na wytworzenie aplikacji, nad którym również pracuję. A także trwają negocjacje, dotyczące pisania tekstów na innych blogach, również na zlecenie. Dodatkowo uzyskuję jeszcze dochód z wykładów w WowSchool, a także miałem jeszcze jedno zlecenie na kurs programowania Android dla Kenis, który aktualnie znajduje się tutaj. Po za tym przeprowadziłem się do większego mieszkania.

Jeżeli chodzi o Digital Zombie Lab, czyli moje konto w PlayStore, to w tym roku pojawiły się dwa nowe tytuły:

Tak wyglądają podstawowe statystyki w sklepie Play:

Digital Zombie Lab

A tak wzrost pobrań aplikacji „Don’t break the chain”:

Digital Zombie Lab

Mogłem wykorzystać ten moment końca roku i zrobić aktualizację (mam kilka pomysłów), niestety przespałem.

W tym roku powstał także kanał na YouTube o nazwie programistaHumanista. Udało mi się opublikować trzy filmy:

Chciałem opublikować jeszcze minimum jeden, niestety program do montażu się na mnie obraził i szukałem jakichś innych, finalnie nie udało mi się skończyć montować filmu. Ale to nic, film pojawi się w przyszłym roku. Na koniec roku mam 104 subskrypcje i 790 wyświetleń. Nieźle.

W tym roku miała też miejsce moja pierwsza prelekcja, było bardzo ciekawie, spisałem nawet po jej przeprowadzeniu poradnik jak podejść do problemu. Bardzo fajny krok na programistycznej ścieżce 🙂

Dodatkowo, na początku bieżącego pracowałem nad ukończeniem kursu z Androida. To bardzo pomogło mi przy starcie mojego kanału na Youtube i pokazaniu „swojej twarzy” przed widownią.

Bardzo ważnym punktem w tym roku był udział w organizacji wydarzenia dla dzieciaków o nazwie Devoxx4Kids Wrocław. Bardzo ciekawe wyzwanie, w tym roku również będę się tym zajmował. W poprzednim organizowałem wydarzenie, przeprowadziłem dwa zajęcia, a także zrobiłem relację na żywo na blogu. Jeśli ktoś chce dowiedzieć się więcej, to sporo napisałem pod tą kategorią. Z tego to wydarzenia właśnie wynika moja dalsza współpraca w temacie uczenia dzieciaków z WowSchool, o której wspominałem już w kontekście finansowym. W kontekście prywatnym, to realizacja jednego z moich marzeń. Będąc o wiele młodszym, marzyłem o tym, aby być nauczycielem i uczyć dzieciaki. Cóż, spełnia się 🙂 W ramach zadań prowadzę dwa kursy:

Nie sposób nie wspomnieć o konkursie „Daj się poznać„, zorganizowanym przez Maćka który wciągnął mnie bez reszty na kilka miesięcy. Smutnym punktem tego konkursu jest to, że aplikacji nad którą pracowałem, finalnie nie udało się ukończyć i wystawić w konkursie, na który była kierowana. Ale tego wątku akurat rozwijać nie chcę. Wracając do pozytywów, w ramach konkursu powstało sporo ciekawych postów, zająłem 26 miejsce na blisko 300 osób i to dzięki niemu tak aktywnie prowadzę bloga, co otwiera przede mną coraz to nowe możliwości. W związku z tym ten został przeniesiony z witryny Blogger na prywatny adres i z każdym dniem bardziej się rozwija. Moje teksty stają się coraz lepsze i coraz ciekawsze. Coraz lepiej rozumiem jak działa to całe „blogowanie”, mam w tym momencie 38 subskrybentów, liczba wprawdzie nie powala, ale dla mnie to prawdziwy powód do dumy. Zwłaszcza, że jedyne czym zachęcam to popup pojawiający się na stronie. Po za tym zauważam, że ta praca po jakimś czasie zaczyna się sama zwracać, tzn napisane posty generują ruch automatycznie. Nawet kiedy przez dwa ostatnie miesiące nie byłem tak aktywny na blogu, to ludzie się pojawiali, ponieważ mam kilka dobrych tekstów już napisanych. A tak wyglądała liczba sesji w stosunku do trwania sesji, tydzień po tygodniu, od czasu powstania bloga pod tym adresem, czyli od 21.08.2016, czyli lekko ponad 4 miesiące.

analytics 2016

Z kolei liczba odwiedzin w witrynie Blogger do sierpnia 2016 wyglądała tak (cyfry oznaczają miesiące):

  1. 60
  2. 142
  3. 1038
  4. 2764
  5. 1547
  6. 1369
  7. 2553
  8. 2196

Niestety, ze względu na ograniczenia Bloggera nie mogę wkleić takiego ładnego wykresu. Sumując te dane (dodaję sesje z analytics, do wyświetleń z Bloggera, mam nadzieję, że słusznie), wychodzi 11669 z Bloggera, oraz 13338 z domeny .pl co daje 25 007 odwiedzin moich treści na blogu w ciągu całego roku. Za które serdecznie dziękuję! 🙂

Noo i na koniec moje, a właściwie nasze z żoną najważniejsze osiągnięcie w tym roku, z którego jestem najbardziej dumny. 😉

year review

Prześliczna córeczka. :*

Pozdrawiam!

Motywacja programisty, na nowy rok

No i przesunęła się cyferka w kalendarzu. Znowu trzeba będzie się przyzwyczaić, żeby datę zapisywać z 17, zamiast 16 na końcu. Coś co tak naprawdę nie powinno nic znaczyć, z jakiegoś powodu (pewnie wpływu społecznego) dla wszystkich, oznacza czas resetu i rozpoczęcia nowego. Przyznam szczerze, że spisałem sobie na początku 2016 postanowienia. Pierwszy raz w życiu. A ile ich zrealizowałem? Jedno. 🙂 Czy jest mi z tego powodu źle? Nie. Ale po kolei.

Nie będę opisywał wszystkich które tam były, ale było tam np zrzucenie wagi, planem było około 15 kg przez cały rok. Na początek tego, zostało mi już tylko 25. 🙂 Była chęć odłożenia jakiejś kwoty, nie udało się tak dużo. Była chęć poprawy języka angielskiego, też się nie udało w żaden mierzalny sposób. Było 12 książek do przeczytania, ładnie ułożone na liście, po jednej na każdy miesiąc. Wszystkich nie przeczytałem i kilka innych niż te z listy. Jedyne co się udało, to minimum jedna randka w miesiącu z żoną.

Co było nie tak w tych postanowieniach? Po pierwsze termin na koniec roku jest zbyt odległy, żeby utrzymać stałą motywację. Po drugie, cele nie zawsze były konkretne i mierzalne. Po trzecie, sama motywacja to czasem zbyt mało, żeby coś zmienić. Wyrobione nawyki nie są tak łatwe do wykorzenienia. Pomimo, że np. powszechnie wiadomo, że główną przyczyną śmierci są choroby serca powodowane często otyłością, to groźba ewentualnej kary jest zbyt odległa, żeby motywować nas do zmiany niezdrowego stylu życia. Mówiąc wprost, czasem chorujemy z powodu własnego lenistwa. Nie fajnie, prawda? Wracając do innych postanowień, to czas mijał i cele również się zmieniały. Coś co było sexi, wyglądało jak świetny projekt na początku roku, po kilku miesiącach wyglądało na nużące, ponieważ już czegoś się nauczyliśmy, albo zmienił się nam cały kontekst w którym się znajdujemy.

Pod koniec roku dopadła mnie straszna chandra, co było widać po ilości wpisów. Na nowy rok obiecuję poprawę, ale wtedy chciałem napisać nawet posta o tym, że człowiek lubi to co robi, ale mimo wszystko – to się zdarza. Że są czynniki motywujące, że chodzenie spać z wyrzutami sumienia, bo czegoś się w ciągu dnia nie zrobiło, to nie tędy droga. Swoją drogą, komu z Was się zdarza mieć problemy z zaśnięciem kiedy plan w ciągu dnia nie został zrealizowany? Kiedy znowu mi się coś takiego zdarzy, z pewnością wrócę, dokończę i opublikuję ten wpis.

Na nadchodzący rok postanowiłem się uzbroić.. Po pierwsze, poznałem czym tak naprawdę są nawyki, dzięki książce „Siła nawyku” Charlesa Duhigga. Kto nie czytał, bardzo polecam się zapoznać, to jedna z tych które naprawdę dużo mogą wnieść do sposobu w jaki funkcjonujemy. Po drugie, pierwszy raz zainwestowałem w kurs motywacyjny. Nie dużo, bo wtedy tylko 69 pln, a kurs dotyczy niesłabnącej motywacji. Tego, co napędza mnie do ciągłego wracania do kodu, pomimo kilku już lat. Chcę poznać ten mechanizm i przenieść na inne aspekty życia, między innymi uprawianie sportu. Roboczo nazwałem go „motywacja programisty”. Kurs nazywa się Switch, dostępny jest tutaj i jestem bardzo ciekaw, co uda mi się osiągnąć po przerobieniu go.

A co do postanowień noworocznych, to oczywiście są. Po pierwsze, nie są przepisane z tego roku. Po drugie, kończą się szybciej niż 31 grudnia. Bądź co bądź, koniec roku to czas zebrania owoców, a nie nadganiania tego czego się nie zrobiło. Po trzecie jest ich zdecydowanie mniej, bo tylko 5. Ale za to konkretnych i mierzalnych. Dodatkowo wpadłem też na pomysł zapisywania sobie planów na konkretny miesiąc. Bo w tym momencie z jednej strony mam cele na kilka lat, postanowienia roczne i luźne notatki jako pomysły. Z drugiej todolisty, do zrobienia każdego dnia. Ale brakuje mi czegoś pomiędzy, czegoś z celami na miesiąc właśnie, co pozwoliło by mi lepiej zarządzać projektami. Mam nadzieję, że to zadziała tak jak myślę.

Wracając jeszcze do samego wstępu, to dobrze by było, gdyby ten czas wyznaczania postanowień nie odbywał się co rok, ale np co miesiąc, lub najlepiej co tydzień. Mam taką obserwację, właściwie to pro-tip, że jeżeli na poniedziałek rano masz wyznaczone konkretne zadanie, które w ten poniedziałek, o tej porannej godzinie uda Ci się zrobić, to masz moc na cały tydzień. To proste, wstajesz w ten dzień wcześniej i realizujesz, wcześniej starannie wyselekcjonowane z todolisty. Tak mała rzecz, a daje niesamowitą moc. I jest na pewno lepszym pomysłem niż memy o treści – „koniec weekendu, trzeba wracać do żmudnej pracy”. Szkoda czasu na lol-kontent, który akurat tego dnia, może skutecznie zdemotywować na cały tydzień.

Podsumowując, nie mogę życzyć niczego innego, jak oczywiście spełnienia planów noworocznych. Oraz wszystkich pozostałych planów, tych dłuższych i krótszych również. Chciałem tu wstawić motywacyjny obrazek, ale w kontekście tego co piszę, wydaje się to głupotką. Bo czym jest motywacja? Najpierw zróbmy tak, żeby nam się chciało, a potem róbmy to co mamy robić. A czym jest „motywacja programisty”? Występuje samoczynnie, jakoś tak przyjemnie chodzi się do pracy, kiedy projekt ciekawy i po pracy nie raz człowiek siedzi i klepie kod. Dlatego dobre zaplanowanie, oraz korzystanie z innego narzędzia niż motywacja, czyli np. poprawki codziennych nawyków, albo „motywacji programisty” daje o wiele lepsze rezultaty. A przynajmniej powinno, w tym roku będę sprawdzał tą teorię 🙂

Pozdrawiam!

Dlaczego warto uczyć się programować – życiowa decyzja

Jakiś czas temu na Slacku rozmawialiśmy sobie o kursach z programowania. Pojawiło się pytanie, kto co poleca, więc ja podesłałem ten zrobiony przeze mnie. I od słowa do słowa, zgadałem się z Kubą. Okazało się, że korzystał z tego kursu, do zrobienia bardzo ciekawej aplikacji. Chyba w życiu nie wpadł bym na taki pomysł, jak on. Projekt był nie tyle trudny technicznie, co wymagał nie lada odwagi, pomysłowości i.. Sami zobaczcie czego jeszcze 😉

Kuba był programistą już kilka ładnych lat, ale nigdy nie tworzył nic na Androida. Miał w głowie pewien plan, który jednak wymagał chociaż podstawowej znajomości tej technologii. Stąd przeszukiwanie kursów i tą drogą trafił właśnie na ten przygotowany przeze mnie. Jak mówi – spędził niecałą godzinę i stworzył aplikację której potrzebował. Nadszedł wieczór, był akurat umówiony z Dominiką. Tego dnia miała urodziny, więc postanowili po imprezie wybrać na wspólny spacer, na świeżym powietrzu, ciepło, romantycznie planowali, żeby wejść na szczyt Równicy – zresztą, robili to już wielokrotnie, ale widok stamtąd zawsze jest piękny. Kuba wspomniał mimochodem, że dzisiaj uczył się trochę programować na Androida, więc Dominika chciała zobaczyć, co takiego udało mu się zrobić. Włączyła aplikację, pojawiło się jej imię i przycisk. Po kliknięciu, wyraz po wyrazie, wyświetliło się pytanie. Kuba w tym momencie wyciągnął pierścionek i uklęknął. I w ten sposób się zaręczyli 😉

Fajna, bardzo fajna historia – tworząc ten kurs nigdy w życiu bym się nie spodziewał, że ktoś wykorzysta przekazywaną przeze mnie wiedzę, aby się… zaręczyć 😉 Tym bardziej miło mi, kiedy ją przeczytałem. Zwłaszcza, że nie wpadł bym na to, żeby klepanie kodu wykorzystać w tak romantyczny sposób. Kolejny punkt za tym, aby uczyć się programować.

Tym radosnym akcentem chciałem życzyć wszystkim wesołych, spokojnych i rodzinnych świąt bożonarodzeniowych, oraz szampańskiego sylwestra 😉 Teraz jest idealny czas, aby wyłączyć telewizor, komputer i spędzić kilka miłych chwil w gronie najbliższych. I cóż, do przeczytania w przyszłym roku!

dlaczego warto uczyć się programować

Pozdrawiam!

Month review #11_2016 – pierwszy z serii

Początek grudnia, a za mną najdłuższy od kilku miesięcy okres posuchy na blogu. Napisałem w ostatnim week review, że celem tych regularnych, cotygodniowych wpisów było to, żeby na blogu pojawiał się chociaż jeden nowy na 7 dni. Uznałem, że bez problemu będę dalej realizował ten cel, skoro i tak pojawiały się 2, lub 3 tygodniowo. Niestety „życie bezlitośnie zweryfikowało” i absolutnie odebrało mi czas/chęci na tworzenie czegokolwiek nowego. Z rozmów z chłopakami na devspl-slacku wychodzi, że nie tylko mi listopad odebrał moce, ale im również. Chociaż jak od każdej reguły od tej również są wyjątki: Gutek, oraz Maciek. Przyznaję, że opcja pisania codziennie jest bardzo kusząca. Chociaż pewnie musiałbym przygotować się mentalnie, zaplanować tematy, itd.. Czyli pomysł póki co trafia do skrzynki oznaczonej jako „kiedyś, na pewno” 😉 A wracając do tematu serii, czyli przeglądu miesiąca, oto co ciekawego udało mi się zanotować w trakcie jego trwania.

Któregoś dnia wrzuciłem na devspl-slacka kod (z jakiegoś programistycznego zadania) do review, dostałem kilka odpowiedzi, w tym po kilku dniach prywatną z całkiem głęboką analizą. Zerknąłem na zdjęcie osoby ukrytej pod nickiem ags. Twarz jak by znajoma. Dopiero po chwili dociera do mnie, że review mojego kodu zrobił świeżo upieczony, drugi w Polsce java champion, Andrzej Grzesik. Także po pierwsze gratulacje dla niego, tytuł zgodnie z wymogami na java championa bardzo do niego pasuje jak widać, a po drugie – czasem się zapomina, że w czasach łącz everywhere jesteśmy naprawdę globalną wioską. Nigdy nie wiesz czy osoba z którą się komunikujesz nie jest np java championem 😉

Dodatkowo zostałem poproszony o poprowadzenie dodatkowej porcji zajęć w ramach projektu WowSchool. Zajęcia dotyczą Kodu i są skierowane do dzieciaków młodszych niż 12 lat. Ale czym jest Kodu? Jest to prosty system umożliwiający tworzenie gier, w największym skrócie tworzymy planszę, umieszczamy na niej obiekty (np rower, kamień, tytułowego robota Kodu) i je oprogramowujemy korzystając z prostych bloczków. Uruchamiamy i voila, może cieszyć się grą. Tutaj znajduje się dużo więcej informacji, przykładowe kody źródłowe, oraz aplikacja do pobrania. Z kolei YouTube pełen jest filmów jak można wykorzystać potencjał Kodu. Dodam tylko, że autorem systemu jest Microsoft.

Któregoś dnia udało mi się również znaleźć ciekawą stronę z przykładami machine learning. Dzieciakom oczywiście od razu pokazałem Quick Draw z wytłumaczeniem jak działa i dlaczego każdego dnia jest coraz lepszy. Nie miałem jeszcze czasu zajrzeć do kodów źródłowych, ale z pewnością to zrobię 😉

To by było na tyle jeśli chodzi o ten miesiąc. Pisząc posta przeglądam Toggl pod względem odpowiednich projektów, ale tam jest naprawdę mało czasu zalogowane na wykonywanie ich. O tak np mam nagrany nowy odcinek programistyHumanisty, ale nie został jeszcze zmontowany. Podobnie mam rozpoczęte kilka postów, ale nie dokończone. Mam za to sporo rzeczy, których nie zaplanowałem w tym mcu, a wydarzyły się, takich jak np różnego rodzaju usterki w domu. O tak, to mi zajęło lwią część tego miesiąca, ale cóż, niestety, zdarza się 😉 Człowiek nie ma wpływu na to kiedy np zmywarka w domu postanowi się zepsuć, albo rura w ścianie stwierdzi, że pora się rozszczelnić – a tak właśnie było. Dobra, ale nie usprawiedliwiam się, tylko obiecuję poprawę i wkrótce nowe treści na blogu. A przynajmniej takie mam plany 😉 Stay tuned!

Pozdrawiam!

 

Week review #23 – ostatni z serii

Minął bardzo krótki tydzień numer 44. Bardzo fajnie tak iść w poniedziałek do pracy – a tu środa 😉 Udało mi się stworzyć kilka nowych materiałów, wreszcie opublikować nowego pH i zebrałem trochę feedbacku – następny odcinek będzie jeszcze lepszy 😉 Po za tym finalnie zdecydowałem się zakończyć cotygodniową serię.. Ale po kolei.

W tym tygodniu pojawił się wpis o feedbacku. Pierwszy raz też odważyłem się wrzucić go na wykop 😉 A właściwe, wrzucił go Mirek na moją prośbę, bo chyba nie do końca wiem jak działa wykop i gdzie tam dodaje się treści 😉 Spodziewałem się hejtu, bądź co bądź wrzucanie posta o pozytywnym feedbacku na wykop, to pomysł interesujący sam z siebie. Nie mniej, nie dostałem komentarzy, muszę bardziej się postarać 🙂

Po za tym pojawił się nowy programistaHumanista, długo nad nim pracowałem, między innymi nad nowym intro, dobrym montażem, itd.. Zebrałem trochę opinii i następny odcinek będzie jeszcze lepszy 😉 Spróbuję też wyrobić sobie jakąś stałą formułę, np jeden odcinek na tydzień, ale co z tego wyjdzie zobaczymy. Sumarycznie przygotowanie zajęło mi (razem z intro) blisko.. 14 godzin 😉 Trochę dużo, ale spróbuję to wszystko zoptymalizować. Zobaczymy jak to wyjdzie 😉 Noo i kanał ma już ponad 100 subskrybentów, wypada podziękować Mirkowi i Mateuszowi, którzy podzielili się na facebooku.

Po 5 miesiącach (pierwszy week review pojawił się 04.06) postanowiłem zakończyć tą serię. Z kilku powodów. Jeden z nich jest taki, że w ciągu tygodnia i tak pojawia się minimum jeden wpis (a to było moim celem). Po za tym podsumowania miesiąca, które chcę pisać zamiast tej serii będą po prostu ciekawsze 😉 A przynajmniej tak mi się zdaje. Jeśli nie, wrócę to podsumowań co tydzień. Zwłaszcza, że od pierwszego wpisu z tej serii poziom wydaje mi się, że wzrósł.. Tymczasem, spodziewajcie się nowej serii „month review” już na koniec listopada. Umarł król – niech żyje król!

Najważniejszą jednak wiadomością jest to, że mój znajomy bardzo potrzebuje pomocy. Z tego też powodu proszę – kto może – o wsparcie dla niego. Szczegóły znajdują się tutaj.

To tyle jeśli chodzi o ten krótki tydzień, nadchodzący aż tak krótki nie będzie, ale zawsze to cztery dni zamiast pięciu. Do wkrótce 😉 Stay tuned!

Pozdrawiam!

Mój znajomy potrzebuje pomocy..

Bez owijania w bawełnę, mam znajomego, nazywa się Krzysztof Nowak. Znamy się już sporo lat i to na tyle dobrze, że jestem chrzestnym jego córki, Nadii. Ostatnio okazało się, że ma raka mózgu, najbardziej złośliwego z możliwych, glejaka wielopostaciowego IV stopnia. Jego rodzina organizuje pieniądze na terapię, jeśli możesz, wpłać proszę. Wszyscy będziemy bardzo wdzięczni. Szczegóły znajdują się poniżej.

Krzychu odszedł od nas 15 maj 2017 r.

Powiedz mi wreszcie o co Ci chodzi – feedback u programisty, analiza przypadku

Feedback, czyli mówiąc najprościej informacja zwrotna. Coś robimy, mówimy, organizujemy, wygłaszamy i ktoś to ocenia. Na tej podstawie następna wersja, następne zachowanie jest lepsze, ponieważ poparte jakąś oceną z zewnątrz. Proste, prawda? Żeby to było takie proste 🙂

Swego czasu brałem udział w wydarzeniu Devoxx4kids, jako organizator i prelegent. Opowiadałem tam o AppInventorze, czyli sposobie na budowę aplikacje mobilnych z klocków, bardzo podobnych do tych w scratchu. Miałem akurat zajęcia dla dziesięciolatków i wiecie co jeden z nich powiedział mi na koniec? „Poprzednie zajęcia były ciekawsze”. Proste, prawda? W żadnym razie nie mogę uznać tego za hejt, bo chłopak nie chciał powiedzieć mi niczego złego, po prostu, powiedział to co myśli. Dało mi to trochę do myślenia i chyba faktycznie, w wieku 10 lat AppInventor może być trochę za trudny, zwłaszcza, że zdążyłem zrobić tylko podstawowe elementy 😉 Ale nie wnioski z opinii są tutaj ważne, tylko sama opinia. Czysta, bez zbędnego kolorowania. Mówi się, że dzieci są najbardziej szczere, mówią co widzą i co czują, ale w którym momencie ta umiejętność z nas ulatuje? Dawania czystego feedbacku, bez swoich emocji, po prostu informacja o tym jak jest? Zwłaszcza, że emocje mogą być różne, w związku z tym ocena naszego działania również może mieć różny wydźwięk.

Pochwały, czyli nasze ulubione. Ktoś mówi, że robimy coś dobrze, to i nam jest lepiej. Najważniejsze to nie zapomnieć, że należy się rozwijać, a nie rozleniwiać, pod wpływem tej całej słodyczy 😉

Zdarza się feedback absolutnie przeładowany złymi emocjami. Czasem nie da się nawet nic sensownego z niego wyciągnąć, można go nazwać po prostu hejtem. Jeśli jest to hejt pod naszymi wpisami, to najlepszym sposobem jest usunięcie go. Bez tracenia czasu na wciąganie się w emocjonalne dyskusje. Zwłaszcza, jeśli przyłączają się do tego nasi inni czytelnicy, to tracimy również ich czas. Gorzej, jeśli nie mamy możliwości usunięcia go, wtedy jeśli już zdecydujemy wdawać się w polemikę, zamiast po prostu ignorować, należy pamiętać, że nie trzeba niczego udowadniać. To hejter ma problem, nie Ty. Nie należy też dać się ponieść emocjom. Przychodzą mi w tym momencie do głowy dwa cytaty: „Hejt to VAT od sukcesu” Marii Peszek, oraz „Rób wszystko najlepiej jak potrafisz, a potem rozłóż parasol i pozwól się opluwać.” – autor podobno nieznany. Poznałem też kilka osób, które bardzo dużo hejtują w sieci, a na żywo – zupełnie inni ludzie. Jak mawia klasyk: „Dobry mąż, ojciec i sąsiad, kto by się spodziewał, że w domu takie rzeczy”.

ktos-nie-ma-racji-gif

source: https://xkcd.com/386/

Najlepszy jednak jest feedback inteligentny. W moim wyobrażeniu staramy się na początku napisać coś dobrego, potem dodajemy łącznik „i” (nie „ale”, bo on nastawia nas tak, jakby wszystko przed było kłamstwem), a potem informujemy co mogło by być lepiej. Jestem sobie w stanie też wyobrazić specyficzną sytuację, kiedy nie jesteśmy w stanie nic dobrego napisać. Wtedy najlepiej zacząć prosto z mostu, np: „Nie zgadzam się absolutnie z tym co napisałeś, ponieważ .. moje doświadczenia, doświadczenia znajomych są zupełnie odwrotne .. to wyrażenie działa zupełnie inaczej niż opisujesz ..” – tego typu zwroty. W ten sposób nie atakujemy osoby, tylko informujemy, że nasze poglądy są inne. Czasem w naszej ocenie wszystko jest ok, warto też o tym napisać, ale najlepsze komentarze to te mówiące o tym, co można zrobić lepiej.

Napisałem o tym jaki feedback może do nas trafić, więc nie łatwo się domyślić, że takie same zasady panują przy dawaniu go. Skupiamy się na pracy, nie autorze, staramy się opisać co jest ok i to co nie do końca nam się podoba. Nie ubierajmy informacji w emocje, po co? Autor ma swoje zdanie, my mamy swoje. Nie wszyscy noszą ten sam rozmiar, prawda? 😉 Zwłaszcza, że pomimo szczerych chęci, błąd może być po naszej stronie. Podobnie sytuacja ma się wśród współpracowników: tester, który kpi z programisty podczas zgłaszania błędu raczej nie przyczyni się do owocnej współpracy. Podobnie programista, który obraża się za zgłoszenie błędu.

A co robić z feedbackiem? Pewne jest jedno, należy go rozważyć. Osoba która go pisze wcale nie musi być mądrzejsza w danym temacie od nas, ale.. może. Systemy komentarzy to aktualnie małe portale społecznościowe, zawsze można odpowiedzieć, dopytać, podziękować za radę. Podobnie sytuacja ma się w pracy, dopytać naprawdę nie boli, a poprawka w miejscu innym niż ktoś miał na myśli, bo nie dopytaliśmy, to strata konkretnych pieniędzy.

Ale wracając do pytania zadanego wcześniej, co się stało, że nie umiemy dawać feedbacku jak dzieci? W którym momencie ta umiejętność przekazania tego co myślimy wprost bez zbędnych emocji z nas ulatuje? Innymi słowy które – „nie wolno tak mówić” w końcu zaczyna działać? 😉 Po jakimś czasie dojrzewamy, stajemy się wyczuleni na krytykę (dojrzewanie, akceptacja przez środowisko, te sprawy), wolimy nie mówić co myślimy. Noo i IT to przecież w większości introwertycy, osoby które wolą pracować samotnie, z maszynami, zamiast z ludźmi. Wiem, że ostatnim zdaniem sporo uprościłem, ale chodzi mi o pokazanie tego, że sytuacja jest ciężka. Na szczęście, można to ćwiczyć. Umiejętność dawanie feedbacku to umiejętność, jak każda inna. Słyszałem o praktykach, że jeśli coś ci się podoba w pracy programisty, to idź, zanieś mu słodkiego cukierka, jeśli nie, to kwaśnego.. Litości, nie traktujmy siebie jak?.. Małpki? Gorzej? Które nie potrafią znieść krytyki, czy pochwały wprost 😉 Uczmy się rozmawiać, albo chociaż opisywać o co nam chodzi.. Trochę praktyki? Przeczytaj coś, oceń co o tym myślisz, zapisz sobie tą ocenę, zanalizuj pod kątem, czy nie krzywdzi nikogo i opublikuj 😉 Przeczytałeś następny materiał, zrób to samo. Proste, prawda? Z programistami w firmie też da się w ten sposób, gwarantuję 😉 W firmach zdarzają się takie rzeczy jak „code review”, czyli ludzie się spotykają i nawzajem oceniają swoją pracę, konkretnie swój kod. Warto być tutaj otwartym, żeby nie doprowadzić do sytuacji: „on mi pokazał w tamtym tygodniu, to ja mu teraz wytknę – nazwy zmiennych”.

A kiedy warto zostawić po sobie opinie? Cóż, częściej lepiej niż rzadziej 😉 Naturalnym odruchem jest wyrzucenie swojego żalu wtedy kiedy nie zgadzamy się z artykułem, ale jeśli się zgadzamy, również warto to zaznaczyć. Nie twierdzę, że każdy napotkany artykuł w internecie nie przetrwa bez wyrażenia przez nas opinii 😉 Ale warto zwłaszcza wtedy, kiedy uznajemy go za naprawdę wartościowy 😉

Informacja zwrotna niesie ze sobą naprawdę wielką siłę, mnie do napisania tego artykułu i przyjrzeniu się zjawisku zainspirowały komentarze pod postem o tym jak dzisiaj szukał bym pierwszej pracy, nie tylko te tutaj, ale również na facebooku. Bardzo mnie ucieszyło, że jestem w stanie pomóc chociaż kilku osobom. Mam też w głowie kilka pomysłów na artykuły o podobnej tematyce, pewnie nigdy bym się nimi nie zajął, gdyby nie komentarze 😉 Reasumując, umiejętność przekazania swojej oceny jest naprawdę ważna i dobrze ją ćwiczyć, bądź co bądź lepiej usłyszeć wprost o tym co się komuś nie podoba, jak dostać kwaśnego cukierka 😉

Pozdrawiam!